sobota, 14 stycznia 2012
Bardzo stare opowiadanie, które przypomina "Zmierzch" jak w morde strzelił ;)
Swego czasu napisałam coś, co gdyby wydane, na pewno doprowadziłoby do niewydania „Zmierzchu” xD Ojej, to jest takie straszne i patetyczne... Ale może takie powinny być opowieści dla nastolatków... W mojej opowieści o wampirach chciałam jednak też zawrzeć alegorię do toksycznej miłości. Jednak, jak to teraz czytam, to jest to taaaakieeeeee noooo... ;) No trochę ten język właśnie infantylny xD Jeszcze faza mangi i bohaterowie z japońskimi imionami – chociaż! bardzo ładnie było wyjaśnione, czemu takie mają. Mam gdzieś w bardzo starych teczkach jakieś szkice tych postaci, więc kiedyś pokażę ;) Fragment wrzucam w ramach ciekawostki. Historia jest bardzo słaba, nie skończona i raczej do niej nie wrócę. Objaśnienia: Tsumetai – wampir, Kuroi – dziewczyna, z którą chodzi do szkoły Przypomina wam to coś? XD On umie czytać w myślach i unosić się siłą woli w powietrzu – przypomina wam to coś? XD Ona jest dziwną osobą – np. widzi go, gdy chce być niewidzialny, jest dość tajemnicza – ke? Tsu ma niezwykły kolor oczu – choć w tym wypadku czarny, ale nosi szkła kontaktowe – hmmm motyw coś wam przypomina? XD Jak tylko Tsu się pojawia, to siada z nią w ławce w szkole – kek xD Tsu ma tendencje do tandetnej poezji xD – patrz fragment nizej Jest jedno ale ;) Tsu nie jest słodziutkim wampirem. Jest zły, pije ludzką krew i nie przejmuje się czyją. Huh, chociaż tyle xD Poza tym Kuroi wcale nie kwapi się, by zostać wampirem. Fascynuje ją po prostu jej towarzysz, aż do szaleństwa – stąd potem alegoria do toksycznego związku. Napisałam to w okolicach 2002 roku ;d Endżoj! ^^ „Kolejna noc wypełniona samotną wędrówką ku ciemności.” - Skierował swoje spojrzenie na niebo. – „Tylko gwiazdy się nie zmieniły. Nadal są takie same jak dwieście lat temu. Wydają się być jedynym światłem w moim życiu. Blaskiem, którego nigdy nie dosięgnę. Takie jest moje przeznaczenie!” Westchnął i zamknął oczy. - Znów mi się zebrało na filozofowanie – powiedział, tym razem na głos. – To już dawno odeszło w przeszłość... zniknęło... Jak płatki szkarłatnej róży unoszone przez wiatr... Sam nie wiedział, dlaczego, ale prawie co wieczór dręczyło go dziwne, nieokreślone i niesprecyzowane uczucie. Uczucie tęsknoty, chęci ucieczki i wolności. Pragnienie w sercu, aby szybować nad miastem i być wolnym od tego cierpienia. Prawie co wieczór to „coś” wygrywało z jego silną wolą. Zakładał swój czarny płaszcz i w ciszy unosił się ku gwiazdom, nad dachami domów. Tym razem jednak coś się zmieniło. Zatrzymał się w powietrzu przed tym oknem, za którym w ciemności połyskiwały, odbijając światło (trolololo – przy aut xD ) kryształowe kule podwieszone pod sufitem. Wpatrywał się w nie w nadziei, że odnajdzie odpowiedź na dręczące go uczucia. Nie znalazł. Przeniknął przez szybę i bezszelestnie stanął na miękkim dywanie. Dziewczyna spała. Wpadający do pokoju przez szybę nikły blask latarni oświetlał jej twarz. Tsumetai usiadł obok niej (obok twarzy?!?!?! – pyt aut do siebie xD ). „Po co ja tu przyszedłem?” – zapytał siebie w duchu. – „Przecież nie wyzwolisz mnie od mojego przeznaczenia...” Przesunął opuszkami palców po jej policzku. Kuroi nie mogła się obudzić. Jego dotyk był delikatny jak cień. Zupełnie, jakby jasnowłosy chłopak nie istniał. Jego dłoń dotarła do szyi i zamarła w tym geście. Teraz pojawiło się inne pragnienie. Pragnienie, które towarzyszyło mu przez całe życie. To, które przysłaniało mu wszystkie pozostałe. Krew... Krew Kuroi płynąca w jej żyłach, jej sercu... Tak bardzo jej pragnął, akurat jej, zjednoczyć się z nią i mieć w sobie choć jej odrobinę, drobną cząstkę.
niedziela, 27 listopada 2011
"Karmel"
Zapraszam na moją oficjalną stronę na lekturę mojego pierwszego opowiadania erotycznego! Jest to krótka nowelka, zainspirowana zbiorem opowiadań "W łóżku z...", przeznaczona oczywiście dla czytelników pełnoletnich ;) Pisało się to bardzo trudno, głównie dlatego, że czasem brakowało mi słów, żeby coś opisać. A miało to być ładnie zrobione, aby rozpalić umysły czytelników. Starałam się także napisać to z bardzo kobiecego punktu widzenia. Nie wiem czy wszystkie dziewczyny, ale przynajmniej ja, upatruję sobie jakieś szczegóły w mężczyźnie, które rozpalają mnie do białości *.*
czwartek, 01 września 2011
Mały fragmencik z "Awantury..."
Jest to fragment epilogu do całości. Rozmowa Ann i Jensona. Postanowiłam go wrzucić, ponieważ... jakimś cudem, właśnie chyba teraz przeżyłam taki dialog... Po co tu siedziała?! Miała dziką nadzieję, że rozpłynie się z deszczem, albo ktoś ją popchnie i wpadnie do rzeki. Wszystko było bezsensu. Czemu nic jej się nie udaje? Czemu każdy jej związek się rozpada? Już miała się znów rozpłakać, gdy poczuła, że już na nią nie pada. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Moje inne strony:
Warto odwiedzić:
IMPORTANT: please - don't copy or redistribute my artworks without my permission. |